Bieganie, o co tyle krzyku?

zachód słońca

Bieganie, o co tyle krzyku?

Jeszcze w czasach podstawówki biegałam we wszystkich zawodach lekkoatletycznych, nie żebym była jakoś wybitnie szybka, po prostu byłam sprawnym dzieciakiem więc wysyłano mnie na wszystkie zawody.  Mimo to nie lubiłam biegania, nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludzie biegają, co w tym fajnego?  Ok, mogłam biegać godzinami za piłką na boisku, a biegi na orientacje nawet lubiłam, ale samo bieganie prosto przed siebie wydawało mi się okropnie nudne i nieciekawe.  Drugi mój problem to koszmarna technika, zamiast biegać skakałam jak baletnica na palcach, nie umiałam tego zmienić, nawet prowadząca zajęcia z biegania na studiach rozłożyła ręce kwitując moje bieganie stwierdzeniem „z tym się nic nie da zrobić, nie wiem jak zaliczysz …”.  Jakoś zaliczyłam, a bieganie znienawidziłam do reszty aż do dnia….

bieg bieganie

Ten dzień kiedy zaczęłam biegać ….

No może nie od razu biegać, ale pamiętam ten dzień bardzo dobrze.  To był 4 rok po porodzie, 3 rok zmagań z balastem (wszystkie moje zmagania trwały od stycznia do wakacji, kiedy to następował ich druzgocący koniec). Tym razem postawiłam na karnet siłownia+basen+sauna.  Wchodząc na siłownię stresowałam się bardzo,  nie był to mój pierwszy raz, wiem  z czym to się je, ale pierwszy raz w tym miejscu, nie wiedziałam co, jak, gdzie.  Weszłam na salę i „uciekłam” na najbliższy sprzęt, którym była bieżnia.  30 minut na niej przechodziłam obserwując salę, zwyczaje tam panujące i rozpracowując jak to cacko po którym chodzę działa.  Niestety moje bieganie trwało 20-30 sek, po czym wracałam do marszu, nie dawałam rady. Przez kolejne tygodnie każdą wizytę zaczynałam od bieżni, z radością zauważając, że czas pomiędzy biegiem, a marszem coraz bardziej wydłuża się na korzyść tego pierwszego.

bieganie jets fajne
poranny bieg

Dziwny pomysł: zawody biegowe

Oczywiście postępy sprawiały wiele radości, a stawianie nowych celów motywowało. Jednak do luźnego biegania było mi jeszcze daleko, i nadal nie czułam „tego czegoś” do biegania.  Wpadłam wtedy na facebooku na stronę zawodów CityTrail  i zaświtał mi dziwny pomysł udziału w nich. Dziwny o tyle, że nie byłam w stanie przebiec wtedy jeszcze nawet 1 km ciągłym biegiem. Mimo to pomysł mi się spodobał, postanowiłam się zapisać i przygotować.  Nie wiem dlaczego, ale wizja udziału w zorganizowanym biegu bardzo mi się podobała, chciałam to poczuć i zrozumieć (albo i nie).

Przyszły cieplejsze dni i wyszłam z siłowni, zaczęłam biegać po parku. Okazało się to całkiem innym bieganiem niż elektryczna bieżnia. Nie miałam monitorka z prędkością, tempem, dystansem, niby endomondo działało i co km mówiło co i jak, ale to nie to samo.  Pokonywanie kilometrów w otwartym terenie to całkiem inne uczucie niż na bieżni, powietrze stawia większy opór, pod nogami napotyka się różne przeszkody, ludzie patrzą jak biegniesz wyglądając jak czerwony spocony burak. Nie było łatwo się przełamać, ale w końcu zaczęłam zauważać, że coś mi się podoba w tym bieganiu.

pierwsza oficjalna życiówka
pierwsza oficjalna życiówka

W bieganiu podoba mi się …

Pierwsza rzecz za jaką polubiłam bieganie to czas wolny. Miałam czas na swoje ulubione audiobooki i to one sprawiały, że chciałam biec dalej, ciekawa dalszych losów bohaterów książki. Po za tym bieganie świetnie resetuje głowę.

Druga rzecz to łatwość biegania – tzn nie samego biegania, ale możliwości jakie daje. Biegać możemy wszędzie potrzeba tylko pary butów. Rolek tak łatwo nie zapakujesz do bagażu jak butów do biegania.  Dzięki temu odkryłam …

Trzecią rzecz – biegając można super zwierzać okolicę, w której się jest. Dzięki temu każdy wyjazd nawet krótki to nowa przygoda (teraz zawsze zabieram ze sobą buty do biegania)

Czwarta rzecz, o której nie miałam pojęcia wcześniej to wspólnota (o ile tak to mogę nazwać) wśród biegaczy. Nigdy nie słyszałam o pozdrawianiu się na trasie przez biegaczy, a jest to bardzo fajny i miły akcent biegania.

Po pierwszym starcie w zawodach zaczęłam rozumieć dlaczego ludzie to robią, choć o zwycięstwie może pomarzyć garstka z nich, to na starcie stają setki biegaczy. Tak naprawdę każdy z nich zwycięża i walczy sam ze sobą, ze swoimi słabościami, swoimi czasami, swoimi bólami.  Super atmosfera na starcie, niesamowici ludzie, duża dawka endorfin, łezka w oku gdy się wbiega na metę to wszystko sprawia, że chce się trenować, i chce się biec przed siebie choć na pozór wydaje się to nudne.

biegniemy run bieganie
bieganie

 

Moje plany pokrzyżowała borelioza, z osoby fajnie już biegającej (tzn takiej co przebiega kilka km ciągiem heheh)  zrobiła ze mnie w ciągu kilku tygodni osobę niemogącą chodzić. Obecnie wygrywam walkę z tą francą i biegam, ale nie jest to takie proste jak wcześniej. Mimo to mam swoje plany i marzenia biegowe. Jeden z nich to półmaraton za rok. Wiem, że każde wyjście ba bieganie przybliża mnie do celu, poprawia moją formę i daje szansę na realizację marzenia.