XXII Oleski Uliczny Bieg Pokoju 06.05.2017

medale olesno
medale olesno
zdjęcie pochodzi ze strony www.olesno.pl

Po co mi to bieganie

Sobota rano. Śpię do 10:00 za oknem mżawka, szaro buro nijako. Zastanawiam się po co mi to było, na co mi jakieś zawody biegowe skoro nawet nie przebiegnę na raz całego dystansu, marnych 5 km. Zapisałam się na XXII Oleskie Biegi Uliczne po Biegu Kobiet w euforii po biegowej. Małe regionalne zawody w Oleśnie, akurat w długi weekend będziemy w okolicy. Bieg główny na 5 km i bieg rodzinny, atrakcje dla dzieci, idealnie. Szybko nas zapisałam i opłaciłem start – 20 zł. Nie ma odwrotu. Leżę jednak rano i w głowie tysiąc myśli dzień wcześniej ból biodra – może lepiej nie ryzykować, odpuścić, to tylko 20 zł nic się nie stanie jak zrezygnuje. Głównym powodem mętliku w mojej głowie jest obejrzenie wyników z zeszłego roku, Oczywiście od końca. Ostatni czas 37 min jest lepszy od mojego ostatniego wyniku o minutę i należy do 70 letniego pana :/  Hmmmm szukam kogoś w moim wieku i znajduje czas poniżej 30 min. Dla mnie nieosiągalny w tym momencie. No i pojawiły się myśli o kompromitacji, o byciu na szarym szarym końcu, na marszo – biegu zamiast biegu ciągłego. Pewnie bym zrezygnowała gdyby nie dzieci i bieg rodzinny. Oni nakręceni, choć lekko zestresowani muszą wystartować, a ja przecież nie powiem im, że rezygnuje bo boje się być ostatnia. Przecież ciągle tłumaczyłam, że to nie ważne, żeby na to nie patrzyli, że istotny jest sam start, próba zmierzenie się ze sobą, dobiegnięcie do mety….. eh ta pogoda, nie nastraja optymistycznie, a przy wyjeździe zaczyna znowu padać.

Olesno bieg rodzin
zdjęcie pochodzi ze strony www.olesno.pl

Bieg rodzinny

… a tu szaro buro zimno. Choć dla mnie to lepiej bo łatwiej biegać w takiej pogodzie niż upale, ale atmosfera jakaś smutna. Na miejscu jest już weselej. Wita nas tłum ludzi, atrakcje, pan krzyczący do mikrofonu, biegi uczniów. Lecę do kolejki do biura zawodów i odstaje swoje. Numer startowy i chip odebrane, reszta pakietu po biegu (szybkoschnący ręcznik, napój i batonik, bardzo fajne jak na tak niską opłatę startową). Idę dalej do ratusza odebrać pakiet na start rodzinny. Dostaje reklamówkę z 3 koszulkami i nic więcej, ale jak za darmowy bieg to i tak fajnie. Odnajduje rodzinkę rozdaje koszulki i zaczyna się dramat! Jak ona mogła dostać szarą koszulkę, a mama różową. Dla 5 latki istnieje tylko jeden słuszny kolor: różowy, no ew. fioletowy. Rozpacz wielbicielki owego koloru była ogromna, na nic tłumaczenia i rozmowa, czarna rozpacz zawładnęła Anią. Jakoś udało nam się stanąć na starcie, a ja czułam na sobie spojrzenia osób myślących pewnie o mnie jak o wyrodnej matce zmuszającej dziecko do biegania. Wystartowaliśmy, biegniemy przez chwile jako pierwsi, po chwili wyprzedza nas inna rodzinka i tu zaczyna się horror nr 2. Dziecko moje staje w miejscu ryczy. Jak się okazało tatuś obiecał jej nagrodę jak dobiegnie pierwsza…. kończymy bieg w ryku i rozpaczy. Nie wiem co w nią wstąpiło tego dnia, ale ja miałam już dość. To miała być przyjemność,a były tylko łzy.

Biegi uliczne Olesno
zdjęcie pochodzi ze strony www.olesno.pl

Bieg główny 5 km

Chwile po biegu rodzinnym zaczyna się bieg główny na 5 km. Idę się rozgrzać i staje na starcie na końcu stawki, nagle okazuje się, że start jest w druga stronę niż we wcześniejszym biegu i zamiast na końcu ląduję niemal na początku. Jeszcze losowanie nagród, nie słucham pana prowadzącego, bardziej mnie interesują rozmowy zawodników stojących obok, w końcu jestem żółtodziób, może się dowiem czegoś ciekawego od doświadczonych osób. Nagle do mnie dociera ze ktoś wykrzykuje mój numer startowy. Mówi nawet ze jak go nie ma to losujemy dalej, ale przecież jestem i krzyczę, że  jestem, lecę na przód (dobrze ze jednak nie byłam na końcu) i dostaje informacje ze wylosowała nagrodę. Super czyli biegnę już z nagroda w kieszeni hahaha no tego nie brałam pod uwagę. 3 2 1 wystrzał i lecimy. Mija mnie chmara ludzi, którym próbuje dotrzymać kroku. Forma niestety nie ta i szybko opadam z sił. Przebiegam ledwo kilometr, a nie mam już siły, puls szaleje, oddechu nie mogę złapać. Przechodzę do marszu i stwierdzam, że nogi mi się plączą, trudniej mi iść niż biec. Wracam więc do biegu, powolnego jak ślimak, ale jednak biegu. Widzę na zakręcie, że jestem na szarym końcu, ale nie ostatnia, nie jest złe cisnę dalej oby do 2,5 km, po pierwszej pętli spotkam rodzinkę z woda, stanę na chwile i odetchnę. O dziwo przebiegam cały ten dystans. To mój pierwszy tak długi bieg. Czuje dumę i chce dać z siebie jeszcze więcej, tuż przed końcem pierwszej pętli napotykam na podbieg, ale daje mu radę i podbiegłam. Przebiegam metę 2,5 km za mną. Spotykam rodzinkę, piję, przytulam małą sierotkę i biegnę dalej już jako ostatnia. Biegnę dalej i postanawiam przebiec całą trasę. Jeśli mi się to uda pobiję swoją życiówkę z przed choroby. Doganiam resztę, wyprzedzam nawet kilka osób i już nie jestem ostatnia. Nie wiem dlaczego to takie ważne żeby nie być na końcu, ale chyba nikt nie lubi być ostatni. Na 3.2 km słyszę jak starszy pan pyta strażaka pilnującego trasy ile do końca. Strażak nie wie. Zerkam wiec na zegarek i widzę 3.2.km krzyczę do niego ze 2,8 i coś mi nie gra staram się jeszcze raz policzyć to skomplikowane zadanie matematyczne i mi nie wychodzi. Poddaje się i podaje ile mamy na liczniku. Pan mnie dogania i zagaduje. Mam ochotę mu powiedzieć żeby się odczepił, że nie mogę biec i gadać. Ale pan gada, a ja tylko przytakuję. Opowiada, że to już jego drugi bieg dzisiaj, rano biegł na 10km. O matko myślę, a ja tu kombinuję w głowie, że nie mam sił, że nie mogę już biec, że muszę pomaszerować.

Mój pierwszy bieg w towarzystwie

Pan gada, a mi wstyd, że jestem o połowę młodsza od niego, ale to on ma formę dwa razy lepszą, albo jakoś tak, ach ta trudna matematyka znowu. Zerkam na zegarek i mamy już 4 km, łał szybko poszło myślę. Niech gada dalej obym nie myślała o zmęczeniu. Na 4,2 km dowiaduje się, że mam predyspozycje do biegania, pewnie długie nogi albo zwinne ruchy – myślę, a słyszę po chwili, że chodzi o małe cycki hahahah. Uśmiecham się, nie wpadłabym na to, ale coś w tym jest. Jak już wiem ze mam predyspozycje to od razu dostaje skrzydeł i biegnę dalej. Metry pod nogami lecą niezwykle szybko, i za chwile pojawia się przed nami górka, którą wszyscy troje (od pewnego czasu biegniemy na końcu w trzy osoby) podchodzimy marszem. Za górką już finisz i tu spotyka mnie niespodzianka. Na innych biegach, w których brałam udział na ostatnich biegaczy już nikt nie czekał, tutaj za to jest masa ludzi krzyczących i dopingujących. Wbiegamy w trójkę trzymając się za ręce.

zawody uliczne olesno
zdjęcie pochodzi ze strony www.olesno.pl

Pobijam swój rekord życiowy na 5 km i zyskuje coś jeszcze o czym wcześniej nie miałam pojęcia – bieganie z kimś nie jest takie złe jak mi się zdawało, zawsze myślałam, że to nie dla mnie. Jednak te emocje, wspólne zagrzewanie do walki są niesamowite. Po tym biegu miałam w sobie tyle endorfin, że przez dwa dni chodziłam nakręcona i szczęśliwa. Oczywiście po powrocie pierwsze co zrobiłam to poszukałam kolejnych zawodów.

Warto się nie poddać i pomimo czarnych myśli w głowie zrobić to co się planowało. Nigdy nie wiadomo co zyskamy 🙂

Ja tym razem zyskałam super doświadczenia, życiówkę i nagrodę…. którą okazała się bateria kuchenna firmy Oras 🙂

Nagroda w Oleśnie
zdjęcie pochodzi ze strony www.olesno.pl
  • Pewnie, że nie warto się poddawać, choć czasem jest to jedyna myśl. która przychodzi człowiekowi do głowy. Jeśli podejmujemy wyzwanie, jesteśmy w stanie się przekonać, na ile naprawdę nas stać:)

  • Najpiękniejsze są te momenty, w których potrafimy zderzyć się ze swoimi słabościami i wygrać! Satysfakcja jest wtedy tak wielka, że faktycznie góry można przenosić 🙂 Gratuluję tego biegu i życzę dalszych sukcesów w pokonywaniu własnych barier i słabości 🙂